------------------------------------
Rozdział
XIV
Usłyszałam wrzask.
- Kate!- krzyknęłam, odrzucając nóż, którym
dłubałam na około zamka. Zaczęłam walić w drzwi. Po dwóch minutach, zaczęłam
biegać po domu, w poszukiwaniu Waltera. Kolejna minuta zeszła.
Nie
ma go w tym domu, nie trudź się.
- ZAMKNIJ SIĘ!- wrzasnęłam na całe gardło,
wracając do drzwi. Uderzyłam z całej siły w drzwi, zaciśniętą pięścią, i
poczułam w niej ból.
- Cholera!- krzyknęłam. Chyba właśnie
uszkodziłam sobie kostki lewej reki. Jeszcze minuta ciszy, a potem chwyciłam
nóż w prawą dłoń.
- OTWIERAJ TE DRZWI, DO CHOLERY!- kopnęłam
je i… otworzyły się.
Wpadłam, dosłownie, do pokoju i rozejrzałam
się. Na jednym końcu, dalej od drzwi stal Alucard, ocierając wierzchem dłoni
usta i brodę. Na drugim leżało zakrwawione ciało. Przypadłam do Kate,
upuszczając nóż.
- Kate!- krzyknęłam. Żadnej reakcji.
Sprawdziłam puls, na szyi- wbrew pozorom nie była w takim złym stanie. Nawet
najmniejszego drgnięcia (nie licząc całej drżącej mnie). Zacisnęłam powieki,
ale łzy i tak poleciały. Powoli, z opuszczoną głową, wstałam.
- Naprawdę ja zabiłeś.- wycedziłam- Zabiję
cię!
Po tych słowach podniosłam głowę i,
wściekła, rzuciłam się na Alucarda z zamiarem uderzenia go zdrową ręką. Złapał
mój nadgarstek, unieruchamiając moją rękę w jednym miejscu. Nie zważając na
ból, zamachnęłam się lewą. Wykręcił mi prawy nadgarstek tak mocno, że
krzyknęłam z bólu.
- Puszczaj!- syknęłam, a ten, ku mojemu
zaskoczeniu, wykonał „prośbę”, jednocześnie odpychając mnie od siebie.
Przypadłam z powrotem do martwej dziewczyny, ale teraz tylko po to, by wziąć
swój nóż. Nie zdążyłam, bo broń zniknęła. Obróciłam się, wściekła, do Alucarda.
Trzymał go.
Choć zrozpaczona i wkurzona (mało
powiedziane!), nie miałam szans wygrać z Wampirem. Z żalem, że zostawiłam
Katie, opuściłam pokój i budynek, biegnąc na oślep.
Po minucie intensywnego biegu usiadłam pod
drzewem i siedziałam tam, dopóki zapas łez mi się nie skończył, a trochę to
trwało.
„ Jak
on mógł?! Prawie na moich oczach?!”
Myślałam, a po chwili w jakiś dziwny sposób
uwierzyłam, że od niego ucieknę, więc znów się podniosłam i zaczęłam biec.
Ściemniało się powoli, więc przyspieszyłam.
Nagle wypadłam an wolną przestrzeń- chyba koniec lasu.
A tam, kilkadziesiąt metrów dalej, stał on.
Alucard.
„
Cholera!”
Zaczął iść w moją stronę. Zerknęłam na jego
twarz. Ledwie było coś widać, ale z tego co było, wywnioskowałam, że znów nie
okazuje uczuć. Nagle osłabłam. Zachwiałam się, ale przemogłam czar wampira,
obróciłam się na pięcie i znów uciekłam w las.
Po chwili potknęłam się o wystający korzeń
i wpadłam na krzaki jeżyn które miałam przeskoczyć. Syknęłam, kiedy roślina
powbijała kolce w moje ciało. Dzięki obecnym uczuciom, nie czułam bólu tak
mocno jaki jest, toteż bez dalszych skrupułów podniosłam się i dalej zaczęłam
biec.
Po chwili uderzyłam w Wampira, odbiłam się
i upadłam.
- Musiałem.- klęknął przy mnie.
- Zostaw mnie!- wrzasnęłam, wstałam jak
najszybciej i odwróciłam się od Alucarda. Zaczęłam uciekać, ale zatrzymało mnie
nagłe szarpniecie prawej ręki. Wampir chwycił mnie za nadgarstek.
- Puść mnie!- krzyknęłam, ale on tylko
zmusił mnie do spojrzenia na siebie.
- Musiałem.- powtórzył spokojnie.
- Nie prawda!
- Uspokój się.
- Nie!
- Bo ja cie uspokoję.
- Nie!
Zapewne moja odpowiedź byłaby inna, gdybym
nie była tak wściekła. Wyrywałam się w napadzie szału, ale, oczywiście nic nie
zdziałałam.
Nagle Wampir unieruchomił mnie, wykręcając
nadgarstek do tyłu. Powoli zaczynało mnie wszystko boleć, ale nie zwracałam na
to uwagi.
- Ile jeszcze musi cie zaboleć, byś
odzyskała panowanie nad sobą?- syknął mi do ucha, jednak nie ze złością, a
zniecierpliwieniem.- Pęknięte kostki, powbijane kolce z jeżyn…
Nie dokończył, bo wbił kły w moją szyję.
-
Co ty…- zaczęłam, ale zacisnął mocniej i wrzasnęłam z bólu. Już do mnie docierało,
co się dokładnie dzieje, ale Wampir nie chciał przerwać.
Przemogłam ból kostek i złapałam Alucarda
za włosy, starając się odciągnąć. Gdy to nic nie dało, zaczęłam się wyrywać,
choć nigdy wcześniej tego nie robiłam, gdy pił, bowiem bałam się, ze kły
zmasakrują mi szyję. Wrzeszczałam, kopałam i próbowałam uwolnić rękę z jego
uścisku. Wolną dłonią zasłonił mi usta, co zagłuszyło moje krzyki.
Po minucie zaczęły dokuczać mi również rany
po spotkaniu z jeżynami. Z każdą sekundą moje sprzeciwy słabły.
Po chwili Alucard puścił moją prawą rękę, a
ja wpiłam paznokcie w dłoń, która zasłaniała mi usta. Nie krzyczałam już, tylko
jęczałam (przez jego palce), by przestał.
Nagle puścił mnie, a ja upadłam. Nie wypił
tyle krwi, bym straciła świadomość, i nie mogła się ruszyć, a to było dziwne.
Spróbowałam zatamować wciąż płynącą krew lewą dłonią, i podparłam się o
najbliższe drzewo. Podniosłam się chwiejnie.
Nie zwracałam uwagi, na wampira, a on też
nie przeszkadzał mi. Spróbowałam zrobić krok do przodu, ale kolano się pode mną
ugięło, zachwiałam się i upadłam.
Straciłam świadomość, myśląc, jak sprawić,
by Alucard pożałował swoich czynów.
„
Zabiję cię…”
Zabiję cię .... takie coś na dobranoc. Co do moich notek, to nie dodaje je w tygodniu bo nie mam jak wejść na kompa. Wiesz nauka. Dlatego dodaje je w weekend. Zdradzę ci, że już dziś będzie kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńŁoł...łoł... Za dobrze to ona tego jednak nie zniosła i da się zauważyć że co do sprawy jej kontaktów z Alucardem wróciliśmy niemal do punktu wyjście (no prawie całkiem)...
OdpowiedzUsuńA w próbach zabicia go życzę jej powodzenia XD Za szybko to ona tego nie dokona... Tak właściwie to nigdy, ale nie niszczmy marzeń...
Taa... Vinterry, cieszem się, już przeczytałam, a wracając tutaj, to jednak jest różnica "relacji z Alucardem". Teraz jest wściekła, a wtedy była przerażona xD taka podstawowa różnica :) I masz rację, nie niszczmy jej marzeń :I
OdpowiedzUsuńMam mam mam 6 rozdział Arisu, jutro dodam następny z niespodzianką :D http://demon-soull.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNIESPODZIANKA to była dzisiaj :p i ciesze się, że skoro w tygodniu nie dajesz notek, to w weekend trzy :D
UsuńCo do notek mam 7 :D http://demon-soull.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńAlucard-zboczeniec >.<
Usuń