Dawno nie dawałam... A gifa mi się serio nie chcę szukać...
_________________________________
Przyszedł do mnie w nocy. Obudziło mnie
ugięcie się materaca.
Zerwałam się przestraszona, sięgając po
sztylet, ale zanim go chwyciłam, moich ust dotknął palec. Wstrzymałam oddech,
wpatrzona w ciemną sylwetkę, i rozpoznałam Vlada. Odsunął rękę.
- Czego chcesz?- wyszeptałam ledwie
dosłyszalnie. Przyszedł w nocy. To nie wróżyło nic dobrego.
- Położyć się koło ciebie.
- Co? Po co?- byłam zbyt zaskoczona, by
od razu zaprotestować.
- Chcę...- urwał jakby zakłopotany-
Potrzebuję bliskości drugiej osoby.
Milczałam. Chciał się ze mną położyć, bo
dawno nie miał okazji żyć z człowiekiem? O to chodziło? Vladowi Tepesowi, którego
znałam z legend i opowieści, nie mogłabym odmówić. Mogłoby to skończyć się moja
śmiercią lub nabiciem na pal. A u Vlada, którego poznałam, który był tak różny
od tego z legend i opowieści... Nie miałam pojęcia, jak to się mogło skończyć.
Że i tak się położy? Odejdzie? Nabije na pal albo zabije?
Poza tym... ja też potrzebowałam
bliskości. Nawet Vlada. Przez rok funkcjonowałam w towarzystwie mężczyzn z
obozu, ale tam prawie nie mieliśmy ze sobą kontaktu.
- Nie skrzywdzisz mnie?- wydusiłam.
- Mówiłem ci, co myślę o krzywdzeniu cię.
- Nie to miałam na myśli- mruknęłam,
rumieniąc się. Zanim zdążyłam wytłumaczyć, Vlad odpowiedział:
- Rozumiem. I w taki sposób także nie
zamierzam cię krzywdzić.
Zaczerwieniłam się bardziej, wyczuwając
śmiech w głosie wampira. Przez chwilę na niego patrzyłam, ale potem z wahaniem
obróciłam się na bok, tyłem do wampira. Poczułam, że materac się ugina, gdy
położył się za mną... i zesztywniałam. Wampir otoczył mnie ramieniem,
przyciskając do swojego wyjątkowo ciepłego ciała.
Poczułam, że głaska uspokajająco skórę
przy moich obojczykach, gdy zauważył, że się spięłam. Zamknęłam oczy, próbując
się rozluźnić.
Nic mi nie zrobi. Nie skrzywdzi mnie. Na
pewno mnie nie skrzywdzi. Obiecał...
***
Gdy się obudziłam, świtało. Vlad wciąż
leżał obok mnie, na plecach. Miał zamknięte oczy, więc pomyślałam, że śpi.
Nawet, jeśli naprawdę nie spał i obserwował, co robię. Westchnęłam cicho,
patrząc na niego. Był atrakcyjny, to prawda. I nie wydawał się tym krwawym
wojewodą z legend.
A ja chyba zaczynałam coś do niego czuć.
A jakiekolwiek inne od strachu uczucie do Vlada Tepesa nie mogło się skończyć
dobrze. Musiałam to szybko zakończyć.
Jednak na razie mogłam korzystać z
sytuacji. Przysunęłam się do niego z wahaniem i zamknęłam oczy. Od mężczyzny
zaczynał bić chłód, choć jeszcze kilka godzin był cieplejszy ode mnie. Nie
przeszkadzało mi to.
***
Gdy znowu otworzyłam oczy, Vlada już nie
było. Musiałam się go pozbyć. Zanim całkowicie zawładnie moim sercem. Wołałam
go nienawidzić. To było mniej niebezpieczne. Nie było czasu planować ataku. Po
prostu pójdę do niego i wbiję mu nóż. Zadufany w sobie, nie zabrał mi broni.
Żadnej. Miałam miecz i sztylet na przedramię.
Znalazłam Vlada w pomieszczeniu z pniem,
znowu trenował, znowu tym szerokim mieczem. Podeszłam do niego powoli, jak
najciszej i stanęłam za jego plecami. Uważałam, by nie zranił mnie ostrzem, ale
jego ruchy były tak skoordynowane i oszczędne, że broń prawie nie wychodziła
zza linii ramion. Z pewnością mnie zauważył, a mimo to nie przestawał ćwiczyć.
Sztylet trzymałam obnażony w ręce.
- Vlad- odezwałam się cicho. Zadał
jeszcze jeden cios, którego nie śmiałam odebrać jako ostrzeżenie, i obrócił się
w moją stronę. Natychmiast cofnął się krok, upuszczając miecz, gdy mój nóż
wystrzelił w stronę jego serca. Zacisnęłam zęby i pociągnęłam atak dalej, by go
trafić. Zrobił krok do tylu, ale uderzył plecami o pień. Ostrze weszło w ciało
na dwa centymetry, zdążył chwycić moja rękę. Nie odsunął jej. Nic nie zrobił.
Pozwolił, by sztylet był w jego ciele, choć sprawiało mu to ból.
- Wybacz, musiałam spróbować. Już nie
jesteś tym samym Vladem Tepesem, który zabił dziesiątki tysięcy ludzi-
spojrzałam na niego, nie ukrywając żalu. Nie wyglądał, jakby był zaskoczony
atakiem. Stał nieruchomo, patrząc na mnie- Zmieniłeś się.
- Nie, Aleksjo- wyszeptał i skrzywił się
z bólu, gdy jego ręka zadrżała- Po prostu nie pozwoliłem ci zobaczyć tej złej
strony mojego charakteru.
- Przepraszam. Nie chcę cię zabijać-
przysunęłam się i pocałowałam go delikatnie w usta. Zesztywniał- Jednak obiecałam,
że się zemszczę.
- Wiem- odparł- Proszę, zanieś moje ciało
do krypty i połóż mnie z mieczem. Nie pozwól, by ktokolwiek do mnie dotarł.
- Nie zamierzasz się bronić?- byłam
zaskoczona. Uśmiechnął się ciepło. W tym momencie zrozumiałam, że także mnie
pokochał. Otworzyłam szerzej oczy.
- Wolę, byś to ty mnie zabiła, niż
ktokolwiek inny, Aleksjo. Ale nie wyjmuj sztyletu. Wtedy wrócę i pokażę ci złą
stronę mojej natury.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, wbił
sztylet po rękojeść. Sapnął cicho z bólu i go puścił.
- Nie!- krzyknęłam łamiącym się głosem i
osunęłam się na ziemię wraz z nim. Dopiero teraz wiedziałam, że nie chciałam go
zabić. Chciałam, by żył. Nawet, jeśli obiecałam zemstę.
- Nie wyjmuj... ostrza.
Wampir zamknął oczy.
- Vlad?! Vlad!- krzyknęłam, czując łzy na
policzkach- Nie! Wracaj...
Oparłam głowę na twardym ramieniu.
Dlaczego go zabiłam? Skoro tak naprawdę nie chciałam go zabić, to dlaczego to
zrobiłam?!
Pragnęłam wyjąć ostrze... ale się bałam,
co wtedy by mi zrobił. Bo jego słowa bynajmniej nie znaczyły, że wyzna mi
miłość.
***
Zrobiłam, o co mnie Vlad poprosił, i
wróciłam do domu. Na początku podróży płakałam, prawie bez przerwy, ale potem
łzy się skończyły, przez co czułam tylko ból w sercu.
Mama mnie nie poznała, gdy otworzyła mi
drzwi. Przez kilka sekund się we mnie wpatrywała, dezorientację zastąpił szok,
niedowierzanie, aż w końcu radość.
- Tak, mamo- wykrztusiłam, gdy zamknęła
mnie w wyjątkowo silnym, jak na swój wiek, uścisku- To ja.
- Kochanie!- zaszlochała. Też poczułam
łzy, ale nie byłam w stanie już płakać.
- Zabiłam go, mamo- zmusiłam się do
powiedzenia tego. Kobieta zesztywniała.
- Vlada Draculę? Jak?
Opowiedziałam jej wszystko od początku,
nie pomijając niczego.
- On mnie pokochał- zakończyłam, znów
czując ścisk w gardle- On mnie pokochał, a ja go zabiłam.
- Dobrze zrobiłaś, kochanie- mama
przytuliła mnie- Był potworem. Zabijał ludzi. Nie mógł żyć.
- Wiem, ale...- pierwszy raz od tygodni
łzy spłynęły po moich policzkach- ... nie wydawał się taki, jak mówiły te
wszystkie historie. Był dobry. Naprawdę. I chciał tylko, by zostawić go w
spokoju.
- Miłość jest zdradliwa- odparła cicho,
ściskając mnie mocniej- Dobrze, że się zakochał. Przynajmniej cię nie
skrzywdził. Witaj w domu, Aleksjo- matka uśmiechnęła się przez łzy.
***
Tadam~.
Reakcja? Jak zwykle. Chcemy więcej.
OdpowiedzUsuńPS jak tam postępy w publikowaniu książki?
Muszę zebrać pieniążki na wydanie ;p Projekt na portalu jeszcze nie poszedł. Pojawi się, gdy koleżanka mi zmontuje filmik promocyjny oraz kiedy zrobię w szkole wolontariatową sprzedaż ciastek (kasa z nich pójdzie na wydanie). Cóż, pani dyrektor była zachwycona, gdy usłyszała, że wydawnictwo się zgodziło i zgodziła się bez najmniejszego problemu. Teraz tylko to zorganizować. Z organizowaniem jest najgorzej ._.
UsuńTrzymam wielkie kciuki za książkę i mam nadziej, że sprzeda się jak świeże bułeczki. ( Kupię XD ). A co do rozdziału, jak zwykle świetny i jak Hatre powiedziała - chcemy więcej, bo to jest już samo w sobie piękne :D
OdpowiedzUsuń... ale nie mam więcej Nienawidzę go! Nie wiem, co tu wstawiać!
OdpowiedzUsuńBiją werble w tle słychać oklaski tłumu i na scene wchodzę ja, Tanatos nowa, odmieniona z nowymi pomysłami. A więc co do książki tak się ciesze, że CV będę mogła przeczytać jako książke i tak jak L.K powyżej napisała też jedną kupie. A teraz nienawidzę go wkońcu był maleńki romans(tyciutki) chociarz nie to był ROMANS KTÓRY TY ZABIŁAŚ JESZCZE W ZARODKU no i jak tak można no!!! Kończąc jak nie wiesz co pisać to możesz skończyć buntownika mnie osobiście wciągnoł.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Tanatos
PS. Wybacz mi wszystkie błędy ale pisze z telefonu.
Arisuuuuuuuu dawaj coś do czytania, bo ja uschnę
OdpowiedzUsuńNie wiem, cooo! Serio! Skoro nie mogę Vek, to chyba tylko mi Buntownik został! Idź na Grę zajrzyj! xD
UsuńTy też daj cuś na bloga c: