A to jest opowiadanie, które miało iść na konkurs, ale Pani z polskiego stwierdziła, że opowiadanie na konkurs nie może się tak skończyć, więc w końcu nie poszło. O Lokim, historia zupełnie niemożliwa i pewnie niezbyt logiczna, ale macie. Kiitsune i reszto fanek Lokiego (nie wiem, kto z bloga Kii przeszedł tutaj. Dużo? :D), komentujcie to niespójne jednopostowe opowiadanie. Powtarzam: jednopostowe.
-------------------------
Mówiono, że ta kobieta była nieśmiertelna. To nie mogła być prawda,
oczywiście, ale mimo to potrząsnęłam sakiewką z niezadowoloną miną. Nie dość,
że zabiłam nieśmiertelną, to jeszcze dostałam zaledwie ćwierć umówionej ceny! Długo
planowałam zamordowanie jej, a dostałam za to ćwierć wyznaczonej ceny i niezbyt
uprzejme pożegnanie, gdy zleceniodawca wyrzucił mnie ze swojego domu! Mam
wielką nadzieję, że ktoś przez przypadek zleci mi zabicie go!
Sigyn, mój martwy już cel, był jednym z tych ludzi, którzy mieli
nieszczęście podpaść komuś, kto mnie znalazł i zatrudnił. Tylko coś mi tu nie
grało... powiedziano mi, że mieszka sama, a mimo to w jej domu widziałam oznaki
obecności jakiegoś mężczyzny, i to nie tylko na jedną noc. Wyglądało to tak,
jakby miała współlokatora.
Wzruszyłam ramionami. Nie powinno mnie to interesować. Nikt mnie nie
powiąże z morderstwem. Powinnam zainteresować się tym, by znaleźć kolejnego
zleceniodawcę, bo długo się nie utrzymam z tej ilości złota, którą miałam.
***
Jak każde zabójstwo, to również mnie zmęczyło. Przespałam resztę nocy oparta
o drzewo, rosnące na skraju wsi. Zazwyczaj budził mnie wschodzący promień, bo
siadałam twarzą do wschodu, ale tym razem był to piekący ból na policzku.
Otwarłam oczy przestraszona i po kilku sekundach zorientowałam się, że
siedzę na podłodze w rogu... salonu Sigyn. Było to największe pomieszczenie w
domu mojej ofiary, przez które musiałam przejść, by dostać się do sypialni.
Ledwie rozpoznałam ten pokój, bo teraz wyglądał zupełnie inaczej. Stary
drewniany stół, który powinien znajdować się na środku, był zastąpiony przez
inny, pięknie rzeźbiony, zdecydowanie niepasujący do małej wioski, w której
byliśmy.
Przede mną kucał mężczyzna. Długie czarne włosy miał spięte rzemieniem
w koński ogon, a bladą twarz wykrzywiał gniewny grymas, gdy patrzył na mnie
ciemnymi oczami. To on wymierzył mi cios, który mnie obudził. Niewiele myśląc,
sięgnęłam po sztylet, który powinien znajdować się przy pasie. Powinien- tym
razem go nie było. Zostałam rozbrojona. Spojrzałam na mężczyznę, starając się
kryć strach i zastąpić go złością.
- Kim jesteś?
- To ty zabiłaś Sigyn?- wycedził, ignorując pytanie. Musiał być tym
współlokatorem, o którym nie wiedzieli moi pracodawcy. A teraz był wściekły i
zrozpaczony.
- Tak- odparłam ostro, starając się zachować kamienny wyraz twarzy.
Powoli przesuwałam rękę w stronę wysokiego buta. Tam miałam ukryty nóż, którego
czarnowłosy nie znalazł- czułam nacisk metalu na łydkę- I co, zabijesz mnie z
tego powodu?
- Może- uśmiechnął się lekko, ale nie było w tym uśmiechu ani krzty
ciepła.- Kto ci to zlecił?
- Nie wiem.
- Kto ci to zlecił?- powtórzył ostrzej.
- Nie wiem! Nie podał imienia!- syknęłam- A nawet gdybym wiedziała,
nie powiedziałabym ci!- wysunęłam nóż i wbiłam go w klatkę piersiową mężczyzny.
Na białej koszuli wykwitła plama czerwieni, a on sam cofnął się z wyrazem
zaskoczenia na twarzy. Uśmiechnęłam się tryumfalnie, wstając. Wiedząc, że rana
jest śmiertelna i, że nie jestem już zagrożona, rozejrzałam się szybko w poszukiwaniu
swojej broni, ale nic nie zobaczyłam- nic dziwnego, zabranej broni raczej nie
zostawia się na widoku. Gdy spojrzałam z powrotem na mężczyznę, usłyszałam
pstryknięcie palcami i nagle czarnowłosy rozpłynął się w powietrzu. Dosłownie
rozpłynął się! Bardziej zaskoczona niż przestraszona, zmrużyłam oczy. Nie
miałam zielonego pojęcia, co się stało, ale nie wierzyłam w magię. Jakieś
wyjaśnienie musiało być. Mój nóż, który tkwił w ciele mężczyzny, uderzył o podłogę.
Zanim zdążyłam po niego sięgnąć, zrobiła to inna dłoń.
Dłoń należąca do dokładnie tego samej osoby, która przed chwilą
zniknęła. Podniósł broń i obrócił w palcach, po czym utkwił we mnie zimne
spojrzenie. Moje oczy rozszerzyły się w przerażeniu.
- Co ty... zrobiłeś?!- wydusiłam, starając się utrzymać panowanie nad
ciałem, nakazującym ucieczkę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to pragnienie
jest spowodowane jakąś dziwną, mroczną aurą, bijącą od czarnowłosego.
- Po co ci mówić, skoro i tak nie uwierzysz?- odparł cicho- Po co,
skoro za chwilę cię zabiję?
Nagle zamachnął się i rzucił w moją stronę moim własnym nożem. Tylko
ciężko wyćwiczony refleks uchronił mnie przed śmiercią; zrobiłam unik i
postanowiłam nie walczyć z nieznajomym, tym bardziej, że nie miałam żadnej
broni, a on miał moją... i te dziwne iluzje, o których istnieniu przekonałam
się na własnej skórze. Rzuciłam się w stronę drzwi wyjściowych, których
położenie pamiętałam z planowania zabójstwa i wypadłam z domu, zaskoczona tym,
że mnie nie zatrzymał. Byłam prawie pewna, że pozwolił mi uciec.
- Znajdę cię.- usłyszałam od strony budynku, a potem z walącym sercem
popędziłam jedną z wiejskich dróg. Nikt mnie nie zatrzymał, chociaż zauważyłam
kilka zdziwionych i podejrzliwych spojrzeń. Zatrzymałam się dopiero na skraju
lasu, rosnącego obok wioski. Oparłam się o pień, próbując złapać oddech.
Kimkolwiek był mężczyzna, pozbawił mnie broni i sprawił, że musiałam stąd
uciekać. Byłam pewna, że nie spocznie, dopóki mnie nie znajdzie.
Ruszyłam przez las. O ile wiem, kilka kilometrów dalej znajdowała się
kolejna wieś, u której był jakiś płatnerz. Mężczyzna nie zabrał mi złota, więc
mogłam sobie załatwić jakąś broń, chociaż tymczasowo. Teraz byłam zaskoczona
rozwojem wydarzeń, ale w następnej potyczce, która na pewno nastąpi za
niedługo, musiałam być bardziej przygotowana. I musiałam się dowiedzieć czegoś
o tym mężczyźnie. Czym było to, co widziałam? Dlaczego to ciało zniknęło? Wciąż
nie umiałam uwierzyć, w to, co widziałam. Jakieś czary...
***
Tak jak myślałam, potyczka musiała nastąpić. Zaledwie kilka godzin po
kupieniu jakiegoś tandetnego sztyletu, zobaczyłam tego samego mężczyznę. Miał
na sobie te same ubrania, co w domu Sigyn, a na to narzucony czarny aksamitny
płaszcz z, jak dobrze widziałam, ciemnozielonym podbiciem. O dziwo, kilku
obecnych ludzi, nie zwracało na niego najmniejszej uwagi. Zupełnie, jakbym
tylko ja go widziała. Szedł szybkim krokiem przez główny plac w wiosce, nawet
się nie rozglądając. Stałam w jednej z wąskich uliczek i obserwowałam go, gdy
nagle obrócił głowę i spojrzał w moją stronę. Prawie dostałam zawału. Cofnęłam
się do cienia, mając nadzieję, że mnie nie zaważył. Po kilku sekundach znów
wychyliłam się zza rogu i, ku mojemu przerażeniu, zobaczyłam, że idzie w moim
kierunku. Zacisnęłam zęby i cofnęłam się w głąb uliczki, znikając mu z widoku.
Zauważył mnie! Wyciągnęłam sztylet i rozejrzałam się szybko. Nie było
gdzie się ukryć, by zaatakować z zaskoczenia. Trudno. Trzeba inaczej.
Po chwili mężczyzna wszedł między budynki i spojrzał na mnie. Od tego
zimnego spojrzenia przeszły mnie ciarki, ale powstrzymałam chęć ucieczki i rzuciłam
się na niego, chcąc zadać pchnięcie w serce. Nie miał zbyt wielkiej swobody
ruchu, ale mimo to jakimś cudem uchylił się i złapał mnie za nadgarstek. Zanim
się zorientowałam, przycisnął mnie do ściany, wykręcając rękę za plecami.
Syknęłam cicho z bólu, a ten zabrał mi sztylet i przystawił ostrze do szyi.
- Mam kilka pytań.- odezwał się cicho.
- I myślisz, że na nie odpowiem?
- Jeśli ci życie miłe- tak.- syknął, mocniej skręcając moją rękę. Zacisnęłam
zęby i uniosłam się lekko na palcach, próbując złagodzić ból- Jak wyglądał twój
zleceniodawca?
Przez chwilę milczałam, ale gdy przycisnął ostrze, zrezygnowałam z
oporu. Była szansa, że mnie zostawi w spokoju mimo, że zabiłam Sigyn. Mała, ale
była. Poza tym opór nic nie da, prawdopodobnie byłam na przegranym miejscu.
- Stary, siwowłosy mężczyzna.- wydusiłam.
- Nic więcej?
- Nie.- zaalarmowała mnie ostra nuta w jego głosie i dodałam szybko-
Ale był tam też drugi mężczyzna. Miał jasne włosy i był potężnie zbuntowany.
Uwolnisz mnie?
Brunet syknął coś w języku, którego nie rozpoznałam, ale byłam prawie
pewna, że było to przekleństwo.
- Odyn i Thor!- wymamrotał, chyba nieświadomie dociskając ostrze do
mojej szyi. Poczułam piekący ból, ale zignorowałam go, słysząc dwa imiona. Zwróciłam
się do trzymającego mnie mężczyzny:
- To nordyccy bogowie, jak mogli mi zlecić zabójstwo...- urwałam,
zdając sobie z czegoś sprawę. Sigyn była... żoną Lokiego, boga oszustw i ognia.
Znałam mitologię skandynawską dość dobrze, by wiedzieć podstawowe fakty.
- Zlecili ci zabić Sigyn, by zrobić mi na złość!- warknął, puszczając
mnie. Nie poruszyłam się. Nie wierzyłam w to, co jak się wydawało, było prawdą.
Że bogowie istnieją, że zabiłam żonę Lokiego... więc mężczyzna, który stał za
mną...
- Jesteś Loki?!- obróciłam się, wciągając ze świstem powietrze. Jeśli
tak, toby wyjaśniało inny wygląd pomieszczenia i ciało, które się rozpłynęło-
wszystko było iluzją.
- Nawet jeśli, jesteś tylko człowiekiem i wystarczy, że naprowadziłaś
mnie na Odyna. Nic więcej nie musisz wiedzieć. Wybaczę ci to zabójstwo, choć
ciężko mi to zrobić, więc uciekaj zanim zmienię zdanie.- powiedział zimno i skierował
się w stronę wylotu uliczki.
- Kłamiesz! Loki jest przykuty do skały i nie może się uwolnić! A
Sigyn go chroni przed...
- Znam swoją historię.- przerwał mi ostro, obracając się na pięcie i
wbijając we mnie wściekłe spojrzenie- I, choć jestem bogiem kłamstw, tym razem
nie kłamię. Namówiłem Sigyn, by mnie zostawiła, a potem uwolniłem się z więzów.
Do skały przykułem doskonałą iluzję- żywą z krwi i kości- i do tej pory nikt
się nie zorientował, że uciekłem. Za to Sigyn...- urwał na chwilę, po czym
kontynuował cichszym głosem- Sigyn została przeklęta za pomoc mi. Mógł ją zabić
tylko śmiertelnik zwykłą, ludzką bronią. Wykorzystali to.
- I myślisz, że uwierzę?
- Tak- na moich oczach jego twarz dosłownie rozpłynęła się... i
ukazała mi się prawdziwa, ta od Lokiego. Ta sama, na którą kapał jad węża,
która do tej pory ukryta była pod iluzją. Zbladłam i cofnęłam się krok do tyłu,
przerażona tym widokiem. Połowa twarzy wyglądała jak roztopiony wosk, a w
miejscu oka ziała dziura. Mężczyzna- Loki!- uśmiechnął się zimno i znowu ruszył w stronę wylotu.
- Wracam do Jotunheimu.
Jotunheim według mitologii był światem pokrytym wiecznym lodem i
zamieszkanym przez wrogów ludzi i bogów- olbrzymów. Podobno Loki był jednym z
nich, choć wyglądał jak normalny człowiek...
- Po co?- odważyłam się spytać, a odpowiedź mnie przeraziła:
- By przygotować się na Ragnarök. Nadchodzi Zmierzch Bogów.

One shot. Klasyczny one shot. Czy twoja polonistka nigdy nie czytała fanowskich one shotów? Najwyraźniej nope.
OdpowiedzUsuńTo na konkurs. Chodzi o to, że nie mogło się skończyć, jakby to był początek długiej historii.
UsuńAle to je łan szot. One zawsze wyglądają jak fragment wyrwany z dłuższej historii. Kontekst jest zrozumiały i każdy kto to przeczyta będzie wiedział o co chodzi. Ja bym puściła i pokazała polonicy fanfiction'a...
UsuńZastanawiam się teraz, czy w regulaminie nie pisało, że to może być fragment historii... :O Nie jako oneshot,tylko po prostu faktycznie fragment powieści O_o Ja się z Panią polonistką kłócić nie będę. Lubię ją :3
OdpowiedzUsuńAch Loki, ach Ragnarok....jak ja tego skurczybyka lubię, a on nie raczy w końcu zejść z tej swojej skały i zrobić porządku. Ale wiem że Ragnarok to bardziej złożona sprawa...trochę dobiegam od tematu. Pozachwycam się Lokim, Ragnarokiem i Anubisem w duchu. Opko fajne, ale moim zdaniem Loki nie powinien jej mówić aż tyle ( mówie tu o Odynie i Thorze i ich intrydze a także tym jak się wydostał na wolność), wydaje mi się przez to podobny do jakiegoś faceta z kotem na ręku który mówi temu co chce go powstrzymac przed rozpoczęciem 3 wojny światowej czy wysadzeniem świata, o swoich niecnych planach. Chociaż z drugiej strony Loki może jest tak wkurzony że mówi jej to, albo chce komus o tym powiedziec i nadarzyła sie okazja. Ale to moje zdanie - pamiętaj. Nie czuje też jakos tego aby Loki darował jej życie, chyba że w przyszłości chciałby ja wykorzystać. Chodzi mi o to że moim zdaniem powinien byc tak wkurzony że powinien rozszarpać ją na miejscu aby sie na kims wyżyć...ale wale błędami ortograficznymi, ale poprawiac mi się ich nie chce. Jeszcze jedna uwaga, skąpi ci bogowie. Wikingowie im darów nie składali czy może Odyn to takie skompiradło?
OdpowiedzUsuńSztyletnica
To było pisane.. kiedyś. Nie pamiętam, czemu ćwierć ceny xD I wiem, że powinien ją zabić i jej tyle nie mówić (też mi się tak skojarzyło), ale potrzebowałam na konkurs opowiadania, w którym główny bohater nie umrze na końcu. Tak dla odmiany ^_^
Usuń