Tak tak, opieprzecie mnie, ale też się cieszcie, bo po egzaminach gimnazjalnych. To po pierwsze po drugie: nie wiem co dalej. mam jeszcze jeden rozdział i nie mam zielonego pojęcia co dalej.
Mogę w zamian wklejać tu inną opowieść? Też o wampirach i też troche sadystyczne, ale nie tak bardzo. i w końcu coś o miłości. Mogę? I pomóżcie z kontynuacją tego?
Na zachętę opublikuję początek tej drugiej powieści, dobrze? ._.
------------------------------------------------
Rozdział V
- Alucard!- gwałtownie otworzyłam oczy. Głowa pulsowała bólem. Szarpnęłam
rękami. Lewą- jak zdałam sobie po chwili sprawę- miałam przykutą do ściany
metalem, który był na tyle mocny, że nie umiałam go przerwać, ale nie srebrny,
bo nie paliło.
- Alucarda tu nie ma.- ten sam blondyn stał w rogu kamiennego
więzienia- pewnie w podziemiach zamku. Mężczyzna patrzył na mnie chłodnym wzrokiem,
choć miałam wrażenie, że widzę ciekawość w jego oczach.
- Widziałam go!- zaprotestowałam.
„ Raczej czułam”
- Uratował cię przed śmiercią, ale już go nie ma. Ucieka przed tobą.
- Niby dlaczego?!
- Skąd mam to wiedzieć?- usłyszałam nutkę rozdrażnienia w głosie.
- Po co mnie zakułeś?- spytałam, starając się uspokoić drżenie- chyba ze
strachu. Miałam pewność, ze ten jasnowłosy wampir był stary- dwie setki przynajmniej.
Co znaczyło, że jest dużo silniejszy ode mnie.
- To nie ja.
- A kto?
- Ta, której szukasz.
- Czyli kogo?!
- Osoby, którą zna Alucard, prawda?
Zdenerwowałam się. Mi chodzi o imię, a ten powtarza tylko to, co
myślę. Ale nie czytał w myślach. Chyba.
- I to nie jesteś ty. To nie ciebie szukam.- to było stwierdzenie, nie
pytanie.- Czy mogę się spotkać z tym, kogo szukam?
- Możesz. Jak zrobisz jedna rzecz.
- Jaką?
Nie odpowiedział, tylko błyskawicznie wyszedł z pomieszczenia.
Zostałam sama, więc miałam czas na rozejrzenie się. Siedziałam w pomieszczeniu
z kamiennymi ścianami. Nie było duże, mniejsze niż mój pokój. Z pewnością byłam
w podziemiu, pewnie zamku Draculi.
Wampir wrócił tak cicho, że nie zauważyłabym go, gdyby nie
przyspieszony oddech dziewczyny, którą trzymał mocno za ramię. Była zwykłym
człowiekiem. Znieruchomiałam.
- Pokaż, że jesteś prawdziwym Nosferatu i napij się z niej.- mężczyzna
popchnął nastolatkę w moją stronę, a ta upadła i natychmiast odsunęła się do
najdalszego rogu.
- Że niby co?!- poderwałam się na nogi, napinając łańcuch.
- Zostawiam cie tu z nią. Prędzej czy później będziesz głodna.-
uśmiechnął się, a ja odniosłam wrażenie, że jest to uśmiech sadystyczny.
Nagle zniknął… i miałam wolne
ręce. Od razu rzuciłam się w stronę drzwi, ale zatrzasnęły się tuz przed moim
nosem. Uderzyłam w nie.
- Cholera, otwieraj!- wrzasnęłam, waląc pięścią w drewno.
- Nie rozwalisz ich. Pośrodku jest srebrna blacha.- usłyszałam jego
głos, a potem oddalające się kroki.
- Wracaj tu i wypuść mnie!- zawołałam za nim, ale odpowiedziała mi
cisza. Uderzyłam w drzwi jeszcze raz, po czym osunęłam się na kolana, opierając
o nie czoło.
Co on sobie myśli?! Wie, że jestem młoda i chce zmusić do zabicia?!
Minęło kilka godzin, a ja się nie ruszałam. Ze strony nastolatki też
nie słyszałam żadnego szmeru, oprócz oddechu i przyspieszonego bicia serca.
- Jak masz na imię?- spytałam cicho. Zobaczyłam kątek oka, że
dziewczyna drgnęła. Chwilę jej zajęło zebranie się w sobie i odezwanie się.
- A… Anke.- wyszeptała, a potem zdobyła się na odwagę, by dołożyć
pytanie od siebie- Po co ci znać moje imię?
- Nie chcę, byś była dla mnie bezimienną osobą.- uśmiechnęłam się.-
Mam pomysł, by przechytrzyć tego wampira.
- Ma na imię Christopher.
- No to Christophera. Jestem młodym nieśmiertelnym, jakiś rok temu
Alucard mnie zmienił.
- I co z tego? Po co mi to mówisz?
- Po prostu.- odparłam. Sama nie wiedziałam, czemu jej to mówię. Prawdopodobnie
potrzebowałam jej zaufania, a nie ma lepszego sposobu na zdobycie go, niż
wyjawienie swojej przeszłości. Zwłaszcza osoba taka jak ja. Lub Alucard.
- Jaki pomysł?
Wyprostowałam się i wstałam. Dziewczynie natychmiast przyspieszył
oddech i tętno.
- Spokojnie, nie bój się.- powiedziałam. Nagle zaczęłam się czuć jak Alucard kiedyś, bo on też próbował mnie
uspokajać, gdy go na początku spotykałam. Tyle, ze on czerpał z tego radość, a
ja nie.- ten Christopher powiedział, że mam się napić, a nie, że mam cię zabić.
- Co?- nie zrozumiała mnie. Wzięłam głęboki wdech.
- Proszę, pozwól mi się ugryźć bez zabijania cię.
- A… ale…- przestraszyła się i spróbowała wcisnąć w ścianę.
- Proszę.- błagałam- Wiem jak się czujesz, pamiętam jak ja się czułam.
Strasznie. Byłam gryziona przez Alucarda co tydzień w piątek, a potem przesypiałam
cały weekend.
- Naprawdę?- rozszerzyła oczy szerzej, a ja wiedziałam, że próbuje to
sobie wyobrazić.
- Szukam przyjaciela.- powiedziałam, patrząc jej w oczy- Zniknął, a ja
dostałam wskazówkę, że powinien tu być. A gdy pojawiłam się pod bramą, zaatakował
mnie Christopher. Ten, kogo śledzę uratował nie przed śmiercią…- urwałam.- Nie patrz tak, przecież wampiry da się zabić.
Nie umiem wykrywać obecności nieśmiertelnych w pobliżu siebie, ale jego płaszcz
zawsze rozpoznam.
„ Za często miałam okazję go
dotknąć”
- Miał płaszcz? Jak dokładniej wyglądał?- spytała i miałam wrażenie,
że coś wie.- Zanim Christopher mnie tu przyprowadził, byłam kimś w rodzaju pokojówki.
- Długie czarne włosy, czerwony kapelusz i płaszcz, nazywa się
Alucard.
- Alucard? Pani i Chris o nim mówili.- stwierdziła po chwili. Na mojej
twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Wiesz coś jeszcze?- przyskoczyłam do niej, a ta pisnęła i skuliła
się, zakrywając twarz przerażona. Natychmiast się uspokoiłam.- Przepraszam. Nie
skrzywdzę cię. Powiedz mi, co wiesz jeszcze, proszę.- powiedziałam cicho,
cofając się do tyłu.
- Alucard…- wyjąkała, odsłaniając oczy- Mówili, że odwiedził w końcu
swój dom.
- Zamek.- domyśliłam się.
- Ale zdajesz sobie sprawę, że to zamek Draculi, najstarszego Wampira?
Tu nie rezydenturą zwykle wampiry.
Wyszczerzyłam się, rozbawiona, czym zarobiłam przerażony wzrok na moje
kły. Szybko zamknęłam usta.
- No bo widzisz…- starałam się nie uśmiechać- Alucard był Vladem
Tepesem.
- Twoim przyjacielem, którego szukasz, jest Hrabia?!- spojrzała na
mnie szeroko otwartymi oczami, nie wierząc.
- To on mnie zmienił. Ratując przed śmiercią.
Anke zamknęła oczy.
- Widziałam go. Spojrzał na mnie. Prosto w moje oczy. A ja nie
wiedziałam, ze patrzy na mnie Dracula.- przerwała na kilka sekund- Mówią, że
umie zabijać samym spojrzeniem. Więc dlaczego jeszcze żyję?
Nic nie odpowiedziałam. Widzę, ze Alucard ma bardzo ciekawą opinię w
swojej ojczyźnie.
- Więc go widziałaś? Był tu. Jak dawno temu?
- On…- zastanowiła się- Chyba wciąż tu jest.
- Że co?!- przyskoczyłam do drzwi i znów w nie uderzyłam tak mocno, że
pokruszyłam drewno, docierając do srebra. Syknęłam z bólu.- Alucard!- wydarłam
się. Tylko po co. Przecież nie zejdzie tu do mnie, żeby teraz pogadać. Zacisnęłam
mocno szczęki, wściekła. I zrozpaczona. Tak w sumie, prawie płakałam. Wróciłam
do Anke.
- Proszę. Pozwól mi. Nie zabiję cię.- Alucard był tak blisko, a czy go
spotkam, zależało od człowieka przede mną.
- Ale…- znów się przestraszyła, a serce przyspieszyło.
- Nie musze nawet z szyi. Mogę z nadgarstka.
Nastolatka spojrzała na swój lewy nadgarstek.- Niestety Christopher
miał rację.- dodałam. Jeśli ten argument nie pomoże, to nic jej nie przekona-
Czym bardziej będziesz zwlekać, tym bardziej- trudno mi to przyznać- będę
głodna. A to nie sprzyja opanowaniu.- skrzywiłam się.
- Czyli… teraz jeszcze mnie nie zabijesz, a czym później tym mam
mniejszą szansę na przeżycie.- podsumowała cicho Anke.
- Niestety tak. A poza tym, jeśli Christopher ma przyjść za kilka dni,
wolałabym, żebyś wtedy nie spała.
- Jesteś pewna, że przeżyję?- jej glos zaczął drżeć. Nie musiałam
czytać w myślach, by wiedzieć, ze dziewczyna się bardzo intensywnie zastanawia,
wymyślając „za” i „przeciw” ugryzieniu teraz.
- Tak.- nie miałam absolutnej pewności, ale to był zaledwie procent
szansy. A poza tym...
„ Alucard mówił, że jestem na
tyle silna, by przeżyć, że nikt inny nie przeżył…”
Zagryzłam wargę, niepewna.
„ Ale wypiję do momentu zemdlenia.
Gdy zemdleje, przestanę. A Alucard pił długo po moim zemdleniu, prawda?”
Już wiedziałam, jak się czuł przy nakłanianiu mnie do dobrowolnego
poddała się, już w jego pokoju. Przecież też się opierałam. Nawet bardziej niż
dziewczyna siedząca przede mną.
„ Ale to był Alucard. A Alucard
uwielbia, gdy ofiara się boi. Nie jestem nim, nie podoba mi się to, co widzę”
- Proszę… błagam nawet.- Anke dalej nie wyglądała na przekonaną. Nic
dziwnego.- Jesteś lojalna wobec swojego Pana, czy kogoś?
- T… tak.- wyjąkała, zdziwiona nagłym pytaniem.
- On pierwszy raz sprzeciwił się swojej Pani. Przez tyle czasu
wykonywał polecenia ze stuprocentowym efektem i posłuszeństwem. Kilka dni temu
zniknął, zostawiając liścik. Pani kazała mi dowiedzieć się, czemu uciekł. A
tylko on to może wiedzieć. Muszę go złapać w tym zamku, zanim znowu gdzieś
zniknie. Błagam cię! Uwierzą, gdy będziesz miała ślady po kłach. Tylko tyle
wystarczy.
Anke wzdrygnęła się, słysząc słowo „kły”, a potem po raz kolejny
spojrzała na nadgarstek.
A potem z ociąganiem wyciągnęła go w moja stronę.
***
Wampir stojący w wielkiej, pięknie ozdobionej sali drgnął nagle.
Pozostała dwójka, kobieta o szlachetnych rysach i mężczyzna, spojrzeli na niego
zdziwieni. Nie ruszał się od bardzo długiego czasu, patrząc w podłogę, tak
jakby przenikał ją wzrokiem i patrzył prosto na wampirzycę w podziemiach.
- Jak mówiłem.- odezwał się cicho.
- Ugryzła ją?- spytała kobieta.
- Tak…- potwierdził- I nie ma zamiaru jej zabić. Ale kto wie, może jej
się nie udać.
- Przewidziałeś to.- stwierdził jasnowłosy mężczyzna.
- Och, Christopherze.- wampir uśmiechnął się, odsłaniając kły.- Mieszkała ze mną przez dwa lata. Znam jej
charakter i zachowanie doskonale.
Szatyn zmieszał się i odwrócił wzrok.
- Chciałbym, abyście przetrzymywali ją na dole jeszcze kilka dni, aby
kiedy wyjdzie nie była w stanie mnie znaleźć. Nie sądziłem, że tak szybko mnie
wyśledzi. Pewnie to przez Iscariot… mogłem tam nie iść. W każdym razie, gdy będzie
z tobą rozmawiać, Elizo, to nie mów jej nic, gdzie się udałem. Najlepiej nie
mów jej nic poza tym, że tu byłem. Zresztą to akurat wie. W końcu uratowałem ja
przed Christopherem.- zerknął na mężczyznę.
- Starzejesz się, Vladzie Tepesie.- kobieta uśmiechnęła się złośliwie.
- Nie nazywaj mnie Vladem, Elizabeth.- warknął Alucard.- Tego imienia
pozbyłem się pięćset pięćdziesiąt lat temu. A teraz idę szukać dalej. Dziękuję
za gościnność.
***
Dziewczyna leżała oparta o moje uda. Nadgarstek Anke był „opatrzony”
długim pasem z jej sukni, która z długości kostek zmniejszyła się do kolan.
Patrzyłam w ścianę i analizowałam co się stało. Nastolatka zgodziła się, a ja
wypiłam z nadgarstka tyle, by zemdlała. A raczej chciałam tyle wypić, bo ledwie
się powstrzymałam przed zabiciem jej. Oczywiście- dalej jestem za młoda , by
się powstrzymać… chociaż Anke żyje.
Ale przypomniał mi się mężczyzna zabity przeze mnie i westchnęłam
ciężko. Miałam wrażenie, ze minęły wieki od wyskoczenia z trumny, a nawet odwiedzin
Iscariote.
„ Kiedy ten Christopher
przyjdzie?! Alucarda pewnie już tu nie ma!”
Niecierpliwiłam się. Minął jeden dzień od ugryzienia Anke. Nastolatka
leżąca na moich nogach drgnęła nagle i otworzyła oczy. Spojrzałam na jej twarz.
Nie była taka blada, a ja nie wypiłam tyle krwi, by musiała spać dłużej.
- Był tu ktoś?- spytała ledwie dosłyszalnym głosem. Pokręciłam głową
przecząco, a dziewczyna spróbowała się podnieść.
- Nie wstawaj. Nie ma powodu i za wcześnie. Mam pomysł, co zrobić, gdy
przyjdzie Christopher.
- Hm?- nie posłuchała i powoli usiadła, opierając się o ścianę obok.
Nachyliłam się w jej stronę, ignorując drgnięcie, i wyszeptałam tuż przy jej
uchu. Jeśli ktoś nas podsłuchiwał, to nie mógł tego usłyszeć. Chyba, że to był
wampir. Trudno.
- Zaatakuję go, gdy wejdzie. Nie wiem czy to się uda, ale chcę
spróbować.
- On jest za mądry.- odszepnęła przestraszona. Z uśmiechem podniosłam
się i przeszłam pod ścianę prostopadłą do drzwi.
- A ja nie jestem tak głupia, by czekać, aż mnie zabije czy co on tam
chce.
- Ale…
- I nie lubię się poddawać.
- To nie jest poddanie się, tylko dbanie o życie!- zaprotestowała.
- Alucard gonił mnie po lesie przez pół nocy. Zostałam poważnie ranna,
ale dalej mnie próbował złamać, bym sama przestała uciekać i się poddała. Rzucał
mną. Groził nożem. Rzucał nożem. Ale poddałam się dopiero, gdy mnie
unieruchomił, a zagrożenie ugryzienia mnie było najrealniejsze niż przez inne
momenty mojej ucieczki.
Słuchała w ciszy, patrząc na mnie, jakby była przestraszona, ale pod
wrażeniem.
- Dlaczego żyjesz?
- Nie wiem.- odparłam.- Nie chce mi powiedzieć.
Przez chwilę słyszałam tylko bicie naszych serc i oddechy.
- No dobra. Nie lubię siedzieć w ciszy. Chcesz o czymś pogadać? O
czymkolwiek?- nie myślałam o jakiś zwierzeniach prywatnych, ale o zwykłej rozmowie.
Choćby na temat tego, jaka polityka jest w Rumuni.
- Przepraszam, ale dalej jestem śpiąca.- zwinęła się w kłębek i
spojrzała na mnie spomiędzy rąk.- Nie zabijesz mnie, prawda?
- Mówiłam już, co myślę o zabijaniu. Nie, nie zabiję.- uśmiechnęłam
się lekko, a Anke zamknęła oczy.
Cieszyłam się, że mi ufała. Szybciej niż ja pewnej osobie.
Ohayo. ^^
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam ten rozdzialik już jakiś czas temu. Poprostu cudny ;3 . Tylko zastanawia mnie to kiedy następny? Jaka ja niecierpliwa... ^^
Życzę duuuużo weny . ;3
Pozdrawiam .
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń