czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział XXI

Mój umysł czasami mnie naprawde przeraża.
-----------------------------------------------


„ Gdzie jestem?”
Pomyślałam nieprzytomnie. Stałam w swoim domu, przed… rodzicami. Zaniemówiłam.
- Ubierz bluzę, Może być chłodno.- odezwał się ojciec.
- Ale…
- Żadnych „ale”. Jedziemy na piknik, i tego nie zmienisz.- przerwała niecierpliwe mama.
„ Czy… to wydarzenie sprzed roku? Sen? Nie, zbyt realny…”
Uszczypnęłam się mocno w ramię, lecz tak, by rodzice nie zauważyli. Bolało, a w śnie chyba nie powinno bolec, prawda?
„ Przeniosłam się w czasie…? To chyba nie możliwe, ale… jeśli tak, to powinnam uratować rodziców… otrzymałam druga szansę, nie chcę jej zmarnować! Jeśli pojedziemy na ten piknik, to oni zginą!”
- Nie jedziemy na żaden piknik.
- Czemu?- spytał ojciec, zdziwiony moja stanowczością w głosie.
- Bo…- zawahałam się. Nie mogę powiedzieć o Alucardzie, bo po pierwsze nie uwierzą, po drugie on ich znajdzie i zabije!- … przeczuwam, ze stanie się coś złego.
- Bzdura.- tata machnął lekceważąco ręką- Bądź za piętnaście minut w aucie.
Nie odpuszczą… teraz jedynie mogę się przygotować odpowiednio.
- Dobrze.- westchnęłam i poszłam do pokoju. Tam natychmiast zamknęłam drzwi i zaczęłam gorączkowo myśleć.
„ Jakaś broń… kijka nie mam, nóż biorę, krzyżyk… mam tylko ja. Dam go rodzicom. Woda święcona… właśnie! Gdzie ona była…? W szafce na przedpokoju był słoiczek chyba…. Pokropię ich nią… i siebie też. Tylko czy to pomoże? Nie, przed Alucardem na pewno nie pomoże, ale przecież ghoule są za słabe by ugryźć pokropioną szyję, prawda?
Włożyłam nóż do spodni, po czym cichutko poszłam i wzięłam wodę. Zamoczyłam palce i przejechałam po szyi, a potem schowałam słoiczek do kieszeni i poszłam do auta. Tam delikatnie, by nie zauważyli, pochlapałam szyje rodziców.
Gdy dotarliśmy od razu poszłam zrobić kilka patyków.
„ Wyposażenie jak na wojnę”
Przeleciało mi przez głowę, gdy patrzyłam na mój zestaw broni.
- Pójdziesz pozbierać mi jabłka? Zrobię w domu jabłecznik.- poprosiła mama.
- Ale…
- Co „ale”?
Odetchnęłam głęboko. Musiałam powiedzieć.
- Jeśli odejdę, zaatakują wampiry i zabiją was, a potem mnie.- powiedziałam na jednym tchu.
- Ta twoja fantazja mnie zaskakuje... Jakie książki czytałaś ostatnio?
- Ale…
- Żadnych „ale”. Rodzice chcą porozmawiać o ważnych sprawach.
Odwróciłam się, udając naburmuszoną i ruszyłam w stronę drugiego końca polany.
„ Nie będę zbierać jabłek, gdy moja rodzina jest w…”
Przerwał mi przeraźliwy krzyk matki.
„ Za wcześnie!”
Odwróciłam się błyskawicznie, akurat, by zobaczyć, jak ghoul zatapia kły w szyi taty, a matkę atakuje drugi.
Zaczęłam biec w ich kierunku, w biegu wyciągając słoiczek, a gdy dobiegłam, pochlapałam wszystkich, a ci rozpadli się w proch. Rodzice też. Upuściłam słoik roztrzęsiona i osunęłam się na kolana. Znów widziałam śmierć rodziny…
„ Nie mogę iść do chaty, sytuacja się powtórzy… jak tu zostanę, Alucard mnie znajdzie… inny budynek? Uciekać autem? Tata miał kluczyki, a one rozpadły się wraz z nim. Czyli budynek.”
Zajrzałam do pierwszego lepszego budynku, a gdy się okazał pusty, weszłam. Zamknęłam drzwi na klucz.
„ Alucarda to i tak nie powstrzyma, a ghoule chociaż przez chwilę”
Siadłam przy stole i położyłam na głowę na ramionach.
I po kilku minutach ( które dla mnie trwały wieczność) doczekałam się.
- Witam, panno…
- Przymknij się, Alucard. Mam gorsze problemy od ciebie.
Zamilkł zaskoczony, a ja się wyprostowałam. Pojawił się tuż przede mną i nachylił się jeszcze bliżej. Nawet nie drgnęłam.
- Znasz mnie?
- Sama tego nie rozumiem, ale spróbuję ci…- przerwałam- PRZESTAŃ!- wrzasnęłam na niego, bowiem zrobiłam się senna. Odepchnęłam go od siebie, i, korzystając z zaskoczenia Wampira, skoczyłam na niego. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale gdy byłam jeszcze w powietrzu, poczułam, że zamierają mi mięśnie.
„ Nie! Nie lubię tego czaru!”
Upadłam i usłyszałam okropny trzask w prawej ręce. Wrzasnęłam, i przycisnęłam ją do siebie. A Alucard stał i patrzył osłupiały na mnie wijącą się z bólu.
- Ruszasz się.
- Jak mam się nie ruszać, skoro złamałeś mi przedramię?- syknęłam- Wiesz jak to boli?!
Nie odpowiedział.
- Czemu mnie nie złapałeś? Przecież nic bym ci nie zrobiła!
Znów się nie odezwał, a ja straciłam wzrok. Westchnęłam, słysząc, ze podchodzi.
- Czemu mam nie wiedzieć? Uśpij mnie.
Poczułam, że mnie podniósł, bym stała i zbliżył się do mojej szyi.
- Zabiję cię.- wyszeptał zimno, zahaczając skórę kłami. Poczułam gorącą strużkę krwi i nie powstrzymałam się przed wzdrygnięciem. Usłyszałam cichy śmiech.
- To zabij. Może jak zginę tutaj, to tam wrócę.
- Hm?- nie udało mu się ukryć zaskoczenia.- Gdzie?
- Powiem ci, jak mnie przestaniesz straszyć.
Miałam trochę zabawy, wiedząc coś, czego Alucard nie wie. Mimo powagi sytuacji… tak długo czekałam na taki moment.
- Zabierz mnie do siebie.- poprosiłam, czując narastający ból w ręce.
- Gdzie?
- Do Londynu.
Nastała cisza. Wiedziałam, co się teraz stanie. Skoro wiedziałam, gdzie mieszka, to Alucard ma tylko dwie możliwości: zabić mnie, albo zabrać ze sobą.
Poczułam zmęczenie i zamknęłam oczy. Wybrał tą drugą, wiedziałam, że mnie nie zabije. Nie opierałam się, od razu zasnęłam.

4 komentarze:

  1. Fajnie fajnie fajnie. Wiesz dziś co chwilę tu zaglądałam i czekałam na nową notkę, aż w końcu jest. Przeczytałam ją na jednym tchu :D. Cofnęła się w czasie. Dobra jak na razie nie kapie co ty chcesz zrobić :D Bojam się :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Vinterry nie jest jedyną, która nie kapi o co chodzi xD
    Cofnęła się w czasie? Przecież mogła się zabarykadować w pokoju, nie wychodzić, a rodzice by nie pojechali bez niej. Chodźby udawać ból brzucha ;p
    "- Ruszasz się.
    - Jak mam się nie ruszać, skoro złamałeś mi przedramię?- syknęłam- Wiesz jak to boli?!"
    Padłam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A, chciałoby się :p Ból brzucha? nie nabraliby się xD
    Zabarykadowanie nie pomogłoby.
    Nie ma czego się bać xD
    Mój umysł mnie przeraża O_o Wy też tak czasami macie?-Arisu

    OdpowiedzUsuń