Rozdział-
XIX
- Gdzie mnie zabierasz?-
spytałam, podejrzliwym tonem, Alucarda. Od ataku minął miesiąc, zwykły nudny
miesiąc, a teraz Wampir zabierał mnie gdzieś, niewiadomo gdzie. Był wieczór,
powoli się ściemniało, najwygodniejsza pora dla niego, ale czy dla mnie…?
- Zobaczysz.- odparł tonem, który oznaczał „nie pytaj więcej, bo
ci i tak nie powiem”
Umilkłam zirytowana, i spojrzałam w kierunku w którym szliśmy. Za
kilkaset metrów będziemy na krańcu lasu.
A Alucard nie robił mi takich niespodzianek. Nigdy. Gdzie on mnie
zabiera…?
- Nie!- poczułam, że Alucard popchnął mnie na bok. Zatoczyłam się
i spojrzałam na niego. Zamarłam.
W klatce piersiowej Wampira wbite było kilka, a nawet kilkanaście
długich noży. Które najwidoczniej były przeznaczone dla mnie.
- Alucard!- krzyknęłam, podbiegłam do niego i kucnęłam obok. Jego
ręka mnie zatrzymała przed próbą pomocy mu w podniesieniu się.
- Uciekaj.- wyjął pierwsze ostrze i wbił w ziemię.
- Dlaczego?
Nie odpowiedział.
- Alucard, powiedz, dlaczego?!
Skończył wyjmować ostrza, wstał, ciągnąc mnie do góry za rękę, i
zaczął się rozglądać.
- Dlaczego?!- powtórzyłam, coraz bardziej przerażona. Kto go
zaatakował?!
- Anderson.
- Ten…- zaczęłam, myśląc o blondynie, którego spotkałam przy
ucieczce ponad pół roku temu.
- Ten sam.- potwierdził z kamienną twarzą, wyjmując pistolet.-
Anderson, nie ukrywaj się!- zawołał.
Obrócił się błyskawicznie do tyłu, i strzelił. Też tam spojrzałam
i zobaczyłam mężczyznę, tego samego co kiedyś, stojącego kilkadziesiąt metrów
od nas, i zmierzającego w naszym kierunku. Rana, która pojawiła się w jego
klatce piersiowej już znikała.
„ Dlaczego
on się regeneruje?!”
Alucard nie poruszył się, czekając aż blondyn podejdzie.
- Chcesz zabić Alicię.- stwierdził bezbarwnym tonem. Anderson nie
odpowiedział.
Zanim zdążyłam mrugnąć, blondyn rzucił się na Wampira, powalając
go na ziemie. Upadłam, popchnięta przez Alucarda, i odsunęłam się na jeszcze
większa odległość. Mężczyźni zaczęli walczyć tak szybko, że mój mózg wyłapywał
co dwudziesty ruch.
Kilka sekund później zobaczyłam bruneta przybitego do pnia drzewa
tak, że nie mógł wykonać najmniejszego ruchu.
- Alucard!- krzyknęłam, i podniosłam się, chcąc do niego podbiec.
- Jesteś rozkojarzony.- Anderson zatrzymał mnie w połowie drogi,
wykręcając rękę do tyłu i przykładając ostrze do gardła.- Kilka sekund walki i
już cię unieszkodliwiłem.
- Czego… czego chcesz?- wydusiłam, patrząc jak Wampir się szarpie,
próbując uwolnić ręce.
- Widzieć, jak Alucard cierpi.- wyszeptał mi do ucha blondyn, i
zobaczyłam jak czarnowłosy nieruchomieje.
- Nie masz prawa.- usłyszałam ledwie dosłyszalny syk, wydobywający
się z ust bruneta.
- Co chcesz zrobić?- spytałam, drżącym głosem.
- Zabić cię.- usłyszałam satysfakcję w jego głosie, a potem
poczułam, że jego nóż ześlizgnął się z szyi na klatkę piersiową. Podniosłam
wzrok na Alucarda, który również patrzył na poczynania Andersona, z miną,
której nie umiałam rozszyfrować.
„ Alucard,
on naprawdę chcę mnie zabić?”
Pomyślałam przerażona, ale nie usłyszałam odpowiedzi.
- Co się stanie, jak to zrobię?- teraz blondyn zwrócił się do
Wampira.
- Zabije cię.- warknął w odpowiedzi brunet.
- Nie uda ci się. Nie umiesz mnie zabić, tak samo jak ja ciebie.
„ Nie możesz
go zabić?!”
Alucard nic nie powiedział, ani w myślach ani na głos. Poczułam
jak Alexander ciągnie mnie do tyłu, a potem popycha na drzewo. Uderzyłam w nie
lekko, a potem jak najszybciej, zwróciłam się w kierunku Alucarda, chcąc do
niego podbiec, ale Anderson znów mnie zatrzymał, przykładając do szyi nóż.
Zerknęłam na Wampira, oddychając płytko, i prawie odetchnęłam z ulgą. Alucardowi
udało się uwolnić obie ręce.
- No, i nie będzie zabawy…- westchnął Alexander, widząc to.-
Trzeba to zrobić szybciej.
Wbił ostrze w moją klatkę piersiową. Zachłysnęłam się, zaskoczona,
i upadłam z szeroko otwartymi oczami. Dotknęłam ostrza, a potem powoli złapałam
za rękojeść i pociągnęłam, wyjmując. Syknęłam cicho z bólu, a z rany zaczęła
płynąć krew, jednostajnym strumieniem. Wypuściłam nóż z dłoni, a ten z
brzdękiem uderzył w ziemię.
- Alucard…- wyszeptałam.
Przycisnęłam dłoń do rany, starając się zablokować krwotok, ale
nic to nie dało. Podniosłam wzrok, widząc koło siebie ruch. To Anderson
podniósł zakrwawione ostrze, a potem znowu zalała mnie fala bólu. Jęknęłam, i
zobaczyłam, że teraz z mojego brzucha wystaje rękojeść. Znów ją złapałam, odrzucając
nóż.
- Ach, jeszcze list… - usłyszałam Andersona, ale nie zwróciłam
uwagi na to zdanie.
Spojrzałam w stronę Wampira. Już stał obok mnie, a Blondyna nie
było…
Uśmiechnęłam się lekko.
Dlaczego byłam szczęśliwa i smutna jednocześnie, umierając? To
takie nienormalne… człowiek nie powinien się cieszyć, gdy zasypiał na zawsze…
Moje życie znaczyło niewiele…
- Nie zamykaj oczu.- usłyszałam jak przez mgłę.
Alucard… dlaczego się nie uśmiechasz? Dlaczego masz taką minę?
Wreszcie będziesz mógł wpić cała moją krew…
- Nie zamykaj oczu!
Wampir przestał słyszeć myśli dziewczyny. Gwałtownie ją podniósł
do pozycji siedzącej, zastanawiając się co teraz zrobić.
- Cholera…- mruknął. Ona już nie żyła, i miał dwie możliwości.
Zmienić ją, albo… nic nie zrobić. Jeśli chodziło o przemienienie jej… mu to by
bardziej odpowiadało, to było pewne, ale mówiła, że woli zginąć, niż zostać
tym, czym on jest… jak większość ludzi, których zabił, lub dał szansę zostania
wampirami. A tu można by zaskoczyć Alicię. Taka szansę dał tylko kilku osobom,
na przestrzeni wieków. To jego ukochana, którą przemienił gdy umierała,
zdradziła go i stworzyła nowy gatunek, który zaczął zagrażać ludzkości.
- Co zrobić…?- mruknął znów, a po kilku sekundach zdecydował.
I był coraz bliżej, do poznania, czyją krew przypomina.
---------------------------------
Primo: A więc macie to, co tak długo oczekiwaliście! :)
Secundo: Fakt, że zmienił ukochana jest przeze mnie wymyślony (choć może sie zgadzać, nie sprawdzałam)
Tertio: Jest mi bardzo smutno, że tak napisałyście: "Cała Arisu. Drze paszczę o cudze notki, a u niej warstwa kurzu jak śniegu na biegunie" ;-(
Quarto: A teraz się wyżalę... mam strasznie zawalony tydzień:
1. poprawianie niemieckigo i angielskiego bym miała 4 na koniec, a nie 3 (obie rzeczy jutro)
2. urodziny przyjaciela; (piątek)
3. Pokaz Shinkendo w sobotę
4. Treningi shinkendo (środa i piątek)
5. odkurzanie i ogólnie porządki w domu
ZAŁAMIĘ SIĘ ZA NIEDŁUGO NERWOWO ;_;
Nie wierze w ciebie... Alicja umiera, a nie już umarła! O.o Nie.. mój biedny umysł nie jest w stanie tego zarejestrować...
OdpowiedzUsuńDobra, zaczęłam sie czuć podle... jestem okrutna...
Usuńsprawdź pocztę, Misa-chan
Ale ja się boję jej sprawdzać
UsuńNande? Tak rzadko używasz, ze masz zawaloną? Przebrnij przez swój strach, a potem wejdź na czat ^^
UsuńAlicja umarła? *Chlip* Dlaczego :?.Wredota z Andersona ... Ożyj ją :D
OdpowiedzUsuńA myślisz, ze co? Że na tym sie skończy mój blog? *podnosi jedną brew*
UsuńUmarła... powiedzmy straciła świadomość... i krew xD
A jak tam u was na blogach?
Na czat włazić!
Czekam na dalszą część :'3
OdpowiedzUsuń