poniedziałek, 4 listopada 2013

2. Rozdział I

Jak zapowiedziałam- macie. Czytajcie i komentujcie, bo przez to naprawdę jestem szczęśliwa :D (to nie jest chwyt marketingowy czy coś, naprawdę) A co do komentowania ANITSUYI, ODEZWIJ SIĘ WRESZCIE I SKOMENTUJ
Pamiętacie jak wspominałam o mojej nieszczęśliwości, bo nie ma drugiego tomu po polsku Imperium Wapirów (małżeństwo Griffith jest autorami)? Otóż podsunięto mi pomysł, żebym ponownie poszukala, tylko, że nie pdfa, tylko specjalnego roszerzenia do Kindla i... i... DZIAŁA *ja szczęśliwa, naprawdę* gorzej tylko z tym, że połowy nie rozumiem xD
Dobra, koniec nawijania, macie:
---------------------------------------------------------------


Rozdział I

Przestraszony krzyk wydobył się z mojego gardła. Rozwaliłam kawałki ciemne pudło, w którym przed chwilą i wyskoczyłam na światło. Poraziło mnie, przez co zacisnęłam powieki jak najszybciej. Nie wiem gdzie przed chwila byłam, ale na moich piersiach znajdowały się dwa wakizashi, którymi zawsze walczyłam, a które były teraz zaciśnięte w moich dłoniach. Czułam przerażenie, nie wiedziałam czemu, oraz wściekłość- też nie znałam powodu. W każdym razie znajdowałam się w pomieszczeniu, gdzie było poniżej połowy setki ludzi. I jeden nie-człowiek. I tą właśnie wyróżniającą się osobę postanowiłam zaatakować. Skoczyłam i w ułamku sekundy dwa wakizashi wbiły się w ciało namierzonej postaci. Gdy skryłam się w jej cieniu, a po moich dłoniach spłynęła krew, uchyliłam lekko powieki. Mężczyzna, którego zaatakowałam,  stał nieruchomo, nie reagując na dwie rany, zadane przeze mnie. Patrzył na blondynkę, stojącą kilka metrów bliżej nas niż tłum kulący się pod ścianą.
- Jakim cudem ona…?- wyszeptał. Spojrzałam na kobietę, a w tej samej chwili od grupy ludzi oderwało się kilku umundurowanych i ruszyło w stronę blondynki. Wszyscy w sali- łącznie z nią- byli zszokowani. Nie miałam zielonego pojęcia czemu.
Zlustrowałam kobietę z góry do dołu. A potem wróciłam spojrzeniem na szyję i poczułam głód. Straszny. Wyszarpnęłam ostrza z ciała okrytego czerwonym płaszczem- co wydobyło z bruneta cichy syk- puściłam je i skoczyłam na blondynkę. Czterech mundurowych przyszpiliło mnie do ziemi, ale szybko się uwolniłam, wszystkich posyłając między kościelne drewniane ławki. Jak po chwili zdałam sobie sprawę znajdowaliśmy się w kościele. Błyskawicznie podniosłam się i znów zaatakowałam kobietę- teraz jej twarz wykrzywiał wyraz przerażenia, ale nie robiła nic, co by ją uratowało. Oprócz krzyku.
- Alucard! Powstrzymaj ją!
Znieruchomiałam. Otworzyłam oczy szerzej i wylądowałam na ziemi, na jednym kolanie.
- Alu… card?- wyszeptałam, złapałam wakizashi i… przeteleportowałam się. Pod wejście do mojego dotychczasowego domu. W ciągu następnej sekundy wpadłam do swojego pokoju i nałożyłam zaklęcia blokujące na drzwi i swój umysł. Po tych czynnościach zakopałam się głęboko w kołdrze.
Wampir Alucard. Opiekun i przyjaciel. Przypomniałam sobie dość, by tyle o nim wiedzieć. Integra Hellsing, jego pani i moja ciocia. W skrócie tyle o tej jasnowłosej kobiecie. Ale nie pamiętałam nic o tym, dlaczego wszyscy byli w kościele.
„ Jakim cudem ona…?” Ona co?
Mignął mi jakiś obraz w głowie. Raden…? Nie… Radu. Brat Alucarda.
„ Znaczy Vlada Tepesa”
Poprawiłam się. On…
Przeleciały mi przez głowę wszystkie potyczki z szatynem… wraz z tą ostatnią.
… mnie zabił.
Ta myśl tak gwałtownie do mnie dotarła, że wzdrygnęłam się. Najpierw Anderson, potem Radu. Zginęłam dwa razy. Za pierwszym Wampir mnie zmienił. Ale teraz wszyscy wydawali się zaskoczeni moim przeżyciem.
- Więc dlaczego żyję?- spytałam nieświadomie na głos.
- Dobre pytanie.- stwierdził znajomy głos. Syknęła, wyskakując i rzucając się na Wampira z jednym wakizashi, które wcześniej położyłam na szafkę. Mężczyzna był tak zaskoczony, że nie stawił oporu i po ułamku sekundy siedziałam na nim z ostrzem gotowym do dźgnięcia w twarz albo szyję.
„ Co ja robię?!”
Odskoczyłam od Wampira, zszokowana agresywna reakcją, upuściłam miecz i znów wybiegłam z budynku. I zniknęłam.
Czemu unikałam Alucarda? Nie wiem. Może po prostu potrzebowałam samotności. Jednego byłam pewna: nie chciałam z nim teraz rozmawiać. A poza tym… moje czary nie mogły go powstrzymać…? A, no tak… nie jego.
Pojawiłam się w jakimś odludnym miejscu. Mój pogrzeb- wciąż się wzdrygałam gdy tak myślałam- był pod wieczór i zdążyło się już zrobić ciemno. I zimno. Była zima. Otoczyłam rękami tułów i ruszyłam wolnym krokiem w bliżej nieokreśloną stronę. Po chwili zastanawiania się wpadła mi do głowy myśl, by odwiedzić swój stary dom.
Weszłam do jakiegoś zaułka, by nikt mnie nie widział i po raz kolejny zniknęłam.
Pojawiłam się tuż za mężczyzną w stroju robotnika. Zanim się obrócił zdążyłam przeanalizować sytuację i miejsce gdzie wylądowałam. Na miejscu mojego starego domu budowali centrum handlowe. Nie powiem bym nic nie poczuła- bo poczułam żal, że nic nie zostanie- ale co mogłam zrobić?
Robotnik odwrócił się i krzyknął zaskoczony, cofając się o krok.
- Tu nie wolno, przebywać, dziewczyno.
Nie widziałam co dokładnie robię, ale poczułam że muszę. Utkwiłam swój wzrok w oczach mężczyzny i powiedziałam cicho acz wyraźnie.
- Nie widziałeś mnie.
Spojrzenie mężczyzny stało się trochę mętne.
- Nie widziałem.- powiedział powoli i jakby głucho.
- Nie było mnie tu.
- Nie było.
A potem skupiłam się i zniknęłam, wracając do lasu w którym był dom Wampira. Po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że wymusiłam na tym mężczyźnie pewne stwierdzenie i uwierzył w nie. Przypomniałam sobie, że Alucard kiedyś wspominał, że mógłby mnie zmusić do czegokolwiek. Tylko nie do zmiany wspomnień.
Po kolejnej chwili zdałam sobie sprawę, że moje gardło prawie się pali. Nie jadłam od przynajmniej tygodnia. A nie byłam Alucardem, by wytrzymać jeszcze więcej. I jak na zawołanie gdzieś na skraju lasu usłyszałam bicie serca i podśpiewywanie.
- Nie…- wyszeptałam, usiłując się cofnąć. Moje kły zaczęły się wydłużać i nie umiałam zacisnąć szczęki całkiem. Ułamek sekundy później coś we mnie pękło.
Pobiegłam te dwieście metrów w stronę człowieka i rzuciłam się na mężczyznę w średnim wieku. Usłyszałam przestraszony, zdziwiony krzyk… a potem nic nie pamiętałam.
Gdy się „obudziłam” leżał przede mną z zamkniętymi oczami, blady. I martwy.
- Co ja zrobiłam?- wyszeptałam, cofając się kilka kroków.- Zabiłam go! Zabiłam człowieka!- krzyknęłam łamiącym się głosem i opadłam na kolana. Po kilku sekundach patrzenia na ciało pustym wzrokiem, wytarłam rękawem ładnej, acz czerwonej od krwi, bluzki brodę i usta. Potem podwinęłam nogi i skryłam głowę w ramionach. Zaszlochałam
„ Nie powstrzymałam się i zabiłam… picie krwi medycznej jest łatwiejsze od zabicia…”

Alucard stał jak sparaliżowany, nawet gdy dziewczyna wbiła w niego swoje miecze. Poruszył się dopiero jak zniknęła. Podszedł do swojej pani.
- Nie wiem jak przeżyła.- odezwał się.- Ale trzeba ją znaleźć .
- To idź.- westchnęła Integra. Starała się jak najlepiej ukryć swoje uczucia. Względem Alucarda wychodziło jej to słabo. Była zszokowana, ale i wręcz szczęśliwa, że Alicia żyje. Obróciła się do przestraszonego tłumu przyjmując kamienny wyraz twarzy.
- Wy tam!- wskazała na kilku mundurowych.- Pomóżcie tej czwórce!- chodziło o tych, których wampirzyca porozrzucała po kościele.- Wy!- wskazała na inną, większą grupkę.- Sprzątnąć trumnę i resztę bałaganu. A reszta rozejść się. Jak widzicie, pogrzeb się nie odbędzie.


Alucard tymczasem pojawił się przed domem i od razu wyczuł zaklęcia, które miały zablokować jego dostęp do dziewczyny. Co prawda były dobrze nałożone, ale nie mogły go powstrzymać. Nie jego. Bezszelestnie pojawił się w jej pokoju i spróbował wychwycić jakieś skrawki myśli z odrzucającego go umysłu, ale ten czar Alicia opanowała tak dobrze, że jeśli nie chciał, by wiedziała, ze tu jest to nie mógł się włamać do jej umysłu. Wszystkie wampiry miały tą zdolność. Mogły czytać w myślach jak się włamią do umysłu ofiary, ale najczęściej te osoby wiedziały, że cos się dzieje w ich umysłach. Alucard umiał korzystać z tej zdolności „nieinwazyjnie”, ale nie gdy ktoś go blokował.
Gdy Alicia wyszeptała pytanie, nieświadomie na głos, a on się odezwał, natychmiast skoczyła na niego. Nie zdążył zareagować, bo nie był przygotowany na atak z jej strony. Nigdy nie atakowała, gdy ją podszedł. Zanim zdołał się otrząsnąć z reakcji powaliła go na ziemię, ale gdy miała opuścić ostrze jakby oprzytomniała. Potem wybiegła. I stracił ją z „ radaru”, choć podejrzewał, ze wiedział gdzie mogła uciec. Ale gdy dotarł do miejsca, gdzie mieszkała kiedyś, wyczuwał tylko ślad po czarze. I to takim, którego do tej pory nie używała, a on sam dość rzadko korzystał. To było co najmniej dziwne. Wrócił do lasu i od razu poczuł krew. Świeżą krew. Na kilka sekund zamarł, domyślając się, co się wydarzyło. Kiedy dobiegł do jego uszu szloch, coraz głośniejszy, ostrożnie zakradł się kilometr dalej i z większej odległości zobaczył coś, czego miał nadzieję nie widzieć jak najdłużej. Szlochającą Alicię obok zakrwawionego ciała.
Stał tak przez dłuższy czas, dopóki płacz nie ucichł zamieniając się w miarowy oddech gdy zasnęła. Ostrożnie podszedł by nie obudzić wampirzycy i spojrzał na jej ofiarę. Mężczyzna był w średnim wieku, wyglądający na samotnika. Jego „dawcy” byli prawie zawsze  osobami, których zniknięcia nikt by nie zauważył. Miał nadzieję, że ten blondyn również był takim typem.
Po minucie przeniósł wzrok na Alicię. Jej twarz wyglądała na zmęczoną, a skóra naokoło oczu zaczerwieniona od łez. Ubranie, w które została obrana na pogrzeb, zakrwawione, tak samo jak usta i ich okolice. Chociaż wyglądało na to, że dziewczyna próbowała zmazać z siebie krew, bo była rozmazana. Zbliżył się do niej upewniając, że się nie obudzi, podniósł, po czym zabrał do domu. A potem wrócił by „posprzątać”.

2 komentarze:

  1. Proszę o umieszczenie buttonu i/lub linku do http://creative-trailers.blogspot.com
    Pozdrawiam, Karia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Arisu ! Życie mi ratujesz w chwilach nudy ! Czekam na więcej :d Mam nadzieję , że nie będę musiała długo czekać xD

    OdpowiedzUsuń